poniedziałek, 17 lipca 2017

4. Postawić na swoim



Trzy godziny wcześniej

— To czyste szaleństwo, Hermiono — oświadczył brunet. Opierał się niedbale o kamienny parapet i wpatrywał się z niedowierzaniem w przyjaciółkę.
— A widzisz lepsze wyjście?
Harry nie odpowiedział. Nie widział. Nie chciał jednak wysyłać panny Granger prosto do legowiska węża. Po raz pierwszy w karierze aurorskej nie miał pomysłu na  rozwiązanie sprawy i ta bezsilność bardzo go deprymowała.
— Nie mogę przymknąć Malfoya, dopóki nie dasz mi dowodów. Niepodważalnych dowodów — odparł zrezygnowany mężczyzna, przecierając spracowanymi dłońmi zmęczoną twarz. Poprawił znoszone okulary, nasuwając je głębiej na nos i kontynuował wypowiedź. — Nie mogę również wymagać od ciebie takiego poświęcenia. Nie mogę.
— Harry…
— Nie, Hermiono. Jak to sobie w ogóle wyobrażasz? Będziecie gawędzić wesoło przy herbatce i myślisz, że on zacznie zwierzenia? Otworzy się przed tobą? Przecież cię nienawidzi, może nawet bardziej niż mnie!
— Harry… posłuchaj… — Kobieta położyła rękę na ramieniu mężczyzny, zaciskając ją w uspokajającym geście. Brunet pokręcił przecząco głową, ale nie odezwał się ani słowem. Szatynka odebrała milczenie jako zachętę i przedstawiła swoje zdanie. — To jedyne wyjście. Doskonale wiesz, że nie mamy innego i nie, nie przerywaj mi! — nakazała stanowczo, widząc że Potter otwiera usta, by zaprotestować.
— Właśnie dlatego, że Malfoy tak bardzo mnie nie znosi, mam szansę wydobyć z niego potrzebne informacje. Dostaje szału w moim towarzystwie i nie panuje na sobą tak perfekcyjnie, jak mu się wydaje. Jest rozdrażniony, a w takim stanie łatwiej popełnić błąd. Nie możemy zwlekać i kolejne zaginięcie mugola tylko potwierdza, że mam rację — powiedziała z całym przekonaniem. —  Zaufaj mi, Harry — dodała łagodnie, patrząc w oczy przyjaciela.
— Ufam ci, ale…
— Więc nie utrudniaj i pozwól mi działać. Skończmy to raz na zawsze.
— Niech tak będzie. Zrób to, Hermiono. Przyciśnij Malfoya do muru.
Panna Granger uśmiechnęła się blado w odpowiedzi.



***


Hermiona ciężko dysząc, wtaszczyła kufer do ogromnego hallu. Jej twarz poróżowiała z wysiłku, jednak kobieta nie zatrzymała się, by odpocząć. Pociągnęła ciężką walizę w stronę schodów,  niefortunnie zahaczając stopą o drewniany stolik, który z głośnym hukiem przewrócił się na posadzkę.
— Cholera — mruknęła ze złością. Planowane przez nią niezauważone wślizgnięcie się do rezydencji przerodziło się w przysłowiowe wejście smoka.
— Czego wczoraj nie zrozumiałaś, Granger? — Na szczycie schodów stał Draco Malfoy. Zaciskał szczupłą dłoń na poręczy, aż zbielały mu kostki.
— Pomóż mi z tą walizką. — Zignorowała pytanie, ciągnąc kufer do przodu.
— Co ty wyprawiasz? — wycedził, obserwując uważnie zmagania szatynki.
— Wprowadzam się, nie widać? — odparła spokojnie kobieta, mocując się z walizą. — Może byś mi w końcu pomógł?
— Masz urojenia? — Blondyn nie ruszył się z miejsca. — Trafiłaś pod zły adres, ale w Mungu przyjmą cię z otwartymi ramionami. Może nawet dostaniesz własną salę, żeby odór szlamu nie rozchodził się po oddziale… — zaszydził.
— Zachowaj się jak mężczyzna i mi pomóż! — zażądała, ignorując przytyk na temat statusu krwi. — Nie będziemy tak sterczeć cały dzień. Mam masę spraw do załatwienia, Malfoy! — wysapała czerwona z wysiłku.
 — Skończ już to przedstawienie i wynoś się, Granger, chyba że mam ci pomóc wyjść — odparował arystokrata z wyczuwalną groźbą. — Nie bawi mnie twoje poczucie humoru.
            — Najwyraźniej muszę poprosić o pomoc skrzata domowego, a bardzo tego nie lubię. — Hermiona westchnąwszy, udała, że nie usłyszała ostatniej wypowiedzi blondyna i podążyła w stronę kuchni. — Wstawię wodę na herbatę. Strasznie zmarzłam!
            Mężczyzna zbiegł po schodach, przeskakując po kilka stopni naraz, dobiegł do szatynki i z całą mocą szarpnął ją za wątłe ramię, zmuszając, by na niego spojrzała.
            — Co ty, kurwa, wyprawiasz?! — wysyczał prosto w jej twarz. Jego blade oblicze wyrażało czystą furię zmieszaną z nienawiścią. — Nie igraj ze mną, wariatko, dobrze ci radzę! — Ostatnie zdanie niemal wypluł.
 Kobieta była przygotowana na wybuch ze strony arystokraty. Z niechęcią uniosła wzrok na stalowe tęczówki rozmówcy, wytrzymując jego palące spojrzenie.
 — Puszczaj, Malfoy. Nie masz prawa mnie dotykać — odpowiedziała hardo, choć w środku trzęsła się ze strachu jak osika na wietrze. — Nie zapominaj, że jestem tu służbowo.
            Uścisk na ramieniu kobiety zacieśnił się niczym metalowa obręcz.
 — Wiesz co? Gówno mnie to obchodzi! — warknął ze złością wprost do jej ucha. — Zabieraj swoje rzeczy i wynoś się!
 — Uwierz, że przebywanie w twoim towarzystwie i w tym domu to dla mnie wątpliwa przyjemność! — syknęła poirytowana ignorancją blondyna.
 — Nie chcę cię tu, szlamo. Wlazłaś z butami w moje życie, ale przysięgam, że gorzko tego pożałujesz! — odparował, patrząc w orzechowe oczy z odrazą.
            — Zostaję tu, czy ci się podoba, czy nie! Nie masz nic do gadania, wbij to sobie do głowy, Malfoy! — krzyknęła rozzłoszczona kobieta. — I puść mnie wreszcie!
            Uścisk na jej ramieniu zelżał jak za dotknięciem różdżki.
            — Nie wiesz, w co się wpakowałaś, głupia szlamo! Przysięgam, że pożałujesz! — wrzasnął mężczyzna i praktycznie wybiegł z kuchni, trzaskając drzwiami.
— No to pierwsze uprzejmości mamy już za sobą — wymamrotała do siebie nowa lokatorka Malfoy Manor i zmęczona opadła na pobliskie krzesło.
Odetchnęła głęboko, gdy została sama w pomieszczeniu. Naprawdę bała się ataku szału Malfoya, a wczorajsze, jeszcze świeże wspomnienie, tylko bardziej podsycało ten strach. Wciąż widziała gamę negatywnych emocji wypisaną na jego twarzy. To był, jak do tej pory, jedyny moment, kiedy stracił nad sobą panowanie, nie licząc dzisiejszego małego spektaklu. W tamtym momencie można było czytać z niego jak z otwartej księgi, a to, co dostrzegła panna Granger, wcale jej się nie podobało. Kiedy maska opadła, zobaczyła bezbronnego człowieka, którego przerastają problemy. Na krótki moment odsunęła w niepamięć jego chłodny i odpychający obraz, by skupić się na tej ukrywanej, nieopatrznie ukazanej twarzy Malfoya. Widziała człowieka doświadczonego przez los, który potrzebuje pomocy i wsparcia od drugiej osoby.  Widziała przerażenie sunące jak cień za szałem. Przerażenie, bo nieświadomie odkryła jego słaby punkt. Co czuła, widząc go w tak żałosnym stanie? Czy to była litość?
Czajnik pogwizdywał wesoło, obwieszczając głośno, że woda się zagotowała. Szatynka zalała wrzątkiem kubek z herbatą, a po kilku sekundach wahania, wyciągnęła jeszcze jedną szklankę z szafki i przygotowała napar również dla pana domu. Jeśli miała do niego dotrzeć, musiała podjąć pewne kroki.
Wiedziała, że Malfoy zareaguje gwałtownie na wieść, że będzie pomieszkiwał ze swoim wrogiem. Spodziewała się napadu agresji i ani trochę nie dziwiła się jego buntowniczej reakcji. Ba, sama pewnie zareagowałaby podobnie w takiej sytuacji, z tą różnicą, że najpierw wybuchnęłaby niepohamowanym śmiechem, i długo nie mogłaby przestać chichotać z niedowierzania. Taką nowinę uznałaby za bardzo kiepski żart. Dla Malfoya jej przeprowadzka musiała być wyjątkowo nietrafionym prezentem pod choinkę.
Kiedy herbata została wypita, a kubek dokładnie umyty, Hermiona postanowiła sama się rozgościć, bo na uprzejmość gospodarza nie miała najwyraźniej co liczyć. Nie znając imion skrzatów domowych, pstryknęła palcami z nadzieją, że stworzonka odpowiedzą na niewerbalne zawołanie. Szczęście jej dopisywało, bo sekundę później zmaterializował się przed nią skrzat.
­— Jak masz na imię? — zapytała szatynka.
— Korek, panienko! — zapiszczało stworzenie. — Do usług!
— Czy mógłbyś mi wskazać, gdzie znajdę sypialnię gościnną? — Kobieta poznała część rozkładu domu dzień wcześniej, ale nie trafiła na pokoje dla gości.
— Korek panienkę zaprowadzi!
Panna Granger podążyła za rozradowanym skrzatem, lewitując po drodze swój ciężki kufer. Mijała portrety przodków Malfoya, z których spoglądały w jej stronę dumne twarze; majestatyczne i wyniosłe rysy nadawały im nieprzyjemnego wyglądu, i choć niektóre postacie emanowały pięknem, to i tak miały w sobie odpychający pierwiastek. Nie odezwały się jednak do kobiety ani słowem, uważnie śledząc jej ruchy.
            — Tutaj, panienko!
            — Dziękuję ci, Korku. Możesz odejść.
            — Tak jest!
            Skrzat zniknął z głośnym trzaskiem, nim Hermiona zamknęła za sobą drzwi, opierając się o nie plecami. Rozejrzała się po pomieszczeniu z umiarkowanym zainteresowaniem, a potem zanurkowała w głąb kufra po pergamin i orle pióro, w końcu sprawozdanie samo się nie napisze.

***

            Draco zaciskał dłonie w pięści, a żyła na jego skroni pulsowała dziko. Mężczyzna przypominał wulkan, który w każdej chwili może wybuchnąć. Co ta cholerna Granger sobie myślała, wdzierając się niczym drzazga w jego życie — niespodziewanie i boleśnie, jak śmiała naruszać jego dobrze strzeżoną sferę prywatności? Nie mógł patrzeć na Pannę Wiem-To-Wszystko, więc jak miał tolerować jej obecność w swoim domu?
            — Kurwa! — krzyknął i splunął na podłogę. — Kurwa!
            Złość jak rzeka, wzbierała w nim z każdą minutą, nie mogąc znaleźć ujścia w wulgarnych słowach czy gestach. Chodził w  kółko po pomieszczeniu, wyobrażając sobie, jak pozbywa się tej wścibskiej dziewuchy ze swojego królestwa. Szukał sposobów, a z każdym coraz to nowszym, absurdalnym pomysłem utwierdzał się w przekonaniu, że trafi do Azkabanu, jeśli zaszkodzi Granger. Kiedy tylko przekroczyła progi Malfoy Manor, wiedział, że w tej potyczce zajmuje straconą pozycję, jednakże kim byłby, gdyby odpuścił i nie zaatakował?
Spojrzał w lustro. Ze szklanej tafli spoglądała na niego zmęczona twarz o żółtym odcieniu, zniknął gdzieś dumny Draco Malfoy, a na jego miejscu pojawił się zastraszony chłopak z czasów służby Czarnemu Panu. Znów znajdował się w szkolnej łazience i wyjawiał swoje obawy Jęczącej Marcie, znów drżał o losy swojej rodziny, znów planował jak wykonać misję, która z góry była skazana na porażkę. Zacisnął mocno powieki, by pozbyć się omamów i z całej siły uderzył pięścią w kamienną ścianę. Ból był realny, był tu i teraz, a wspomnienia, choć zamierzchłe, stanowiły jedynie wycinek z jego dawnego życia, które to oglądał — klatka po klatce — w najmniej oczekiwanych momentach. Przymknął oczy, by po chwili otworzyć je gwałtownie na dźwięk pukania do drzwi.
            — Spieprzaj, Granger! — wrzasnął, jakby instynktownie wiedząc, że to dziewczyna jest intruzem dobijającym się do łazienki. — Spieprzaj, ale już!
            Za ścianą zaległa cisza, ale tylko na chwilę, bo odgłos stukania w drewno powrócił z nowym natężeniem. Malfoy wściekły dopadł do drzwi i otworzył je mocnym szarpnięciem, a dominujący w nim gniew momentalnie został zastąpiony przez szok. Nie tej osoby się spodziewał.
            — Witaj, Draco.
            — Co ty tutaj robisz?!



__________________________
Witajcie! Po długiej nieobecności udało mi się napisać rozdział. Mam nadzieję, że wrócę do Was znacznie szybciej z piątką, która będzie dłuższa. :)


-